Witaj ponownie!
Mail Grupowy pomaga Twojej grupie sprawnie się komunikować, dzielić notatkami, wydarzeniami i opiniami. Dowiedz się więcej »
Przedmioty Wykładowcy Uczelnie

Socjologia jako forma swiadomosci


Prowadzący Małgorzata Budyta-Budzyńska
Informacja dla prowadzących
Podgląd

Socjologia jako forma świadomości.pdf

Podgląd pliku (pełna wersja wyższej jakości po zalogowaniu):
Socjologia jako forma świadomości.pdf

SOCJOLOGIA JAKO FORMĄ svv|AD0M0sC|

Jeśli poprzedni rozdział osiągnął swój cel, można na jego podstawie przyjąć, że socjologia jest zajęciem intelektualnym pochlaniającym pewne jednostki, Jednakże poprzestanie na tej konstatacji byłoby doprawdy wysoce niesoc~ jologiczne. Sam fakt, że socjologia pojawiła się jako odrębna dyscyplina na pewnym etapie historii Zachodu, powinien skłonić nas do zapytania następnie, jak jest w ogóle możliwe, że pewne jednostki nią się zajmują, oraz jakie są przesłanki podejmowania tego zajęcia. innymi słowy, socjologia nie jest ani wiecznym, ani koniecznym przedsięwzięciem ludzkiego umysłu. Jeśli zgodzić się z tym, powstaje logicznie pytanie o czynniki, które w danym czasie uczyniły ją jakąś koniecznością dla szczególnej grupy ludzi. Zapewne żadne w istocie intelektualne zamierzenie nie jest pozaczasowe i konieczne. Jednakże na przyklad religia nieomal powszechnie pochlaniala umysły przez cale dzieje ludzkości, rozstrzyganie zaś problemów ekonomicznych było koniecznością w większości kultur ludzkich. Z pewnością nie oznacza to, że teologia czy ekonomia, w dzisiejszym sensie, są uniwersalnymi fenomenami ludzkiego umysłu, ale możemy przynajmniej spokojnie powiedzieć, że -jak się wydaje -- zawsze myśl ludzka skupiala się wokół problemów, które dziś stanowią przedmiot tych dyscyplin. O socjologii nie mozna jednak powie

dziać nawet tyle. Jawi się ona raczej jako swoiście współczesna i z ducha Zachgdnia refleksja, a także _jak postaramy się wykazać w tym rozdziale , jest wytworem swoiście współczesnej formy świadomości.

Osobliwość perspektywy socjologicznej staje się jasna już przy pobieznym rozważaniu znaczenia terminu „społeczeństwo”, terminu, który odsyła do przedmiotu par excellence tej dyscypliny. Jak większość kategorii używanych przez socjologów, także i ta wywodzi się z języka potocznego, w którego obrębie ie] znaczenie jest nieostreĽ Oznacza ona czasami Szczególną grupę ludzi (na przykład Society for the Prevention of Crueity to Animałs - Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami), czasami tylko grupę ludzi Obdarzonych wielkim prestizem lub przyzwyczajeniami (na przykład „bostońska socjeta”, „bostońskie damy z towarzystwzf), kiedy indziej zaś Oznacza towarzystwo, kompanię jakiegokolwiek rodzaju (na przykład gdy mówimy: „Bardzo cierpiał w tych latach na brak t0warzystwa"). Istnieją także jeszcze inne, rzadsze znaczenia. Socjolog uzywa tego terminu bardziej precyzyjnie, choć oczywiście w obrębie samej dyscypliny występują różnice w poslugiwaniu się tym slowem. Dla socjologa „społeczeństwo” oznacza wielki kompleks wzajemnych stosunków ludzkich lub mówiąc bardziej technicznym językiem _ system interakcji. Określenie trudno w tym kontekscie wyrazić ilościowo. Socjolog może mówić o „Spoleczenstwie” obejmującym miliony ludzi (na przyklad „Spoleczenstwo amerykańskie”), lecz może także stosować ten termin W odniesieniu do ilościowo znacznie mniejszej zbiorowości (na przyklad „społeczność studentów drugiego roku tego uniwersytetu”). Dwie osoby gawędzące na rogu ulicy zapewne nie tworzą „społeczeństwa”, lecz trzy osoby rzucone na bezludną wyspę z pewnością tak. Zakres zastosowań tego pojęcia nie może więc być wyznaczony wyłącznie na zasadzie ilościowej. Ma ono zastosowanie raczej wtedy, gdy kompleks stosunków wzajemnych, do którego ma się odnosić, jest dostatecznie spoisty, aby go badać samego w sobie, ujrnowac' jako autonomiczny byt, porównywać z innymi całościami tego samego rodzaju.

Przymiotnik „społeczny” także trzeba do użytku socjologicznego uściślić. W mowie potocznej może on znowu oznaczać wiele rozmaitych rzeczy _ nieforrnalny Charakter jakiegoś zgromadzenia (,,t0 zebranie społeczne, a nie narada dyrektorów”), czyjąś altruistyczną postawę (,,miał bardzo społeczny stosunek do swej pracy”) czy ogółniej: coś wyniesionego


z kontaktów Z innymi ludźmi („choroba społecznaW) itp. Socfolog użyje tego Š

terminu węziej i precyzyjniej, rozumiejąc przezeń własność interakcji,

wzajemnego związku, współzałeżności. Tak więc dwie osoby gawędzące na I

rogu ulicy nie tworzą „społeczności”, ale to, co zachodzi między nimi, jest bez wątpienia ,,społeczne”. Na „społeczeństwo” składa się cały kompleks takich „społecznych” zdarzeń. Co do ścisłej definicji przymiotnika „społeczny”, to trudno coś dodać do Weberowskiej definicji sytuacji „społecznej” jako takiej, w której ludzie odnoszą swe działania do siebie nawzajem. Powstająca w wyniku tych wzajemnych odniesień sieć znaczeń, oczekiwań i zachowań stanowi materiał analizy socjologicznej.

Jednakże precyzja terminologii nie stanowi jeszcze tego, co wyróżnia socjologiczny punkt widzenia. Posuniemy się dalej, porównując ten ostatni z perspektywą innych nauk zajmujących się działaniem ludzkim. Na przykład ekonomista zajmuje się analizami procesów, które zachodzą w społeczeństwie które mogą być opisane jako społeczne. Procesy te wiążą się z podstawowym problemem działalności ekonomicznej _ podziałem niewystarczającej ilości dóbr i usług w obrębie społeczeństwa. Ekonomista będzie się tymi procesami zajmował w kategoriach sposobu, w jaki spełniają one tę funkcję lub zawodzą w jej spełnianiu. Patrząc na te same procesy, socjolog będzie oczywiście musiał wziąć pod uwagę ich cel ekonomiczny, lecz charakterystyczne dlań nastawienie nie będzie się koniecznie odnosilo do tego celu jako takiego. Będzie go interesowała różnorodność ludzkich stosunków i interakcji tu zachodzących, a które mogą byc' względnie niezależne od owych celów ekonomicznych. Tak więc W działalność ekonomiczną uwikłane są stosunki władzy, prestiżu, stron niczości czy nawet gry, które mogą być badane jedynie z marginalnyrn odniesieniem do właściwych ekonomicznych funkcji tej działalności.

Socjolog odkrywa swój przedmiot we wszelkich działaniach ludzkich, aie nie wszystkie aspekty tych działań konstytuują ten przedmiot. Interakcja społeczna nie jest jakimś osobnym wycinkiem tego, co ludzie sobie wzajemnie czynią. jest to raczej pewien aspekt wszystkich tych poczynań. Inaczej można to ująć, mówiąc, że socjolog dokonuje abstrakcji szczególnego rodzaju. To, co społeczne -jako pewien przedmiot dociekania- nie jest jakimś oddzielnym polem ludzkie] działalności, A raczej (ZapożyCZająC określenie z Luterańskiej teologii sakramentu) jest ono obecne „w, z i pod” wieloma rozmaitymi polami takiej działalności. Socjolog nie ogiąda zjawisk, o których nikt inny nie wie, lecz patrzy na te same zjawiska w odmienny sposóbi

jako następny przykład weźmy punkt widzenia prawnika. Mamy tu do czynienia z perspektywą o wiele szerszą co do zakresu niz perspektywa ekonomisty. Prawie każda działalność ludzka może W tym lub innym momencie znaleźć się w kompetencji prawnika. Na tym wlaśnie polega szczególny urok prawa. | tu mamy do czynienia ze swoistą procedurą abstrakcji. Z oibrzymiego bogactwa i różnorodności ludzkich zachowań prawnik wyróżnia te aspekty, które podpadają (lub, jak by sam powiedział, mają znaczenie ,,rnateria|ne") pod jego bardzo specyficzny układ odniesienia. Jak dobrze wie każdy, kto kiedykolwiek mial do czynienia z procesem sądowym, kryteria tego, co jest z prawnego punktu widzenia istotne bądź nieistotne, stanowią często wielką niespodziankę dla podsądnych w danej sprawie. Nie to nas jednak tutaj intereSuje. Chcielibyśmy raCZej skonstatować, że prawny układ odniesienia składa się z wielu skrupulatnie zdefiniowanych wzorców działalności ludzkiej. I tak mamy tu jasne wzorce obowiązku, odpowiedzialności czy przestępstwa. Aby można było jakikolwiek empiryczny czyn zaliczyć do którejś z tych kategorii, muszą być spełnione określone warunki, a warunki te zostały wyłożone w kodeksach bądź w precedensach. Jeśli warunki takie nie zachodzą, to dany czyn jest z punktu widzenia prawnego obojętny. Kunszt prawnika polega na znajomo' ści zasad budowy tych wzorców. Wie on _ W ramach swego układu odniesienia _ kiedy jakiś kontrakt obowiązuje, kiedy kierowca samochodu może być uznany za nieostrożnego lub kiedy został popełniony gwałt.

Socjolog może obserwować te same zjawiska, lecz jego układ odniesienia będzie zupełnie inny. Co najważniejsze: jego punkt widzenia nie może być wywiedziony z kodeksów bądź precedensów. jego zainteresowanie stosunkiem zachodzącym między ludźmi w transakcji handlowej nie dotyczy prawnej ważności zawartych kontraktów, podobnie jak socjologicznie interesujące odchylenie w zachowaniu seksualnym może w ogóle nie podpadać pod jakiś szczegóíny przepis prawny. Z punktu widzenia prawnika dociekania socjologa leżą poza prawnym układem odniesienia. Można powiedzieć, że w stosunku do pojęciowego gmachu prawa działanie socjologa ma charakter podziemny. Prawnik zajmuje się tym, co może być nazwane oficjalną wersją sytuacji. Socjolog zaś ma częstokroć do czynienia właśnie Z wersjami nader nieoficjalnymi. Dla prawnika zasadniczą rzeczą jest uchwycenie tego, jak prawo patrzy na pewien typ przestępcy. Dla socjologa zaś równie ważne jest, jak przestępca patrzy na prawo.

Zadawanie pytań socjologicznych zakłada więc chęć dostrzegania czegoś więcej niż powszechnie akceptowane i formalnie określone cele


działań ludzkich, Zakłada pewne zrozumienie tego, że zdarzenia W świecie ludzkim mają różne poziomy znaczenia, z których część zakryta jest przed świadomością potoczną. Może nawet zakładać pewną dozę podejrzliwości co do sposobu, w jaki zdarzenia te są oficjalnie interpretowane przez władze, czy to polityczne, czy prawne, czy religijne. Jeśli zechcemy się posunąć tak daleko, to okaże się, że nie wszystkie warunki historyczne są równie Iaskawe dla rozwoju perspektywy socjologicznej. _

W konsekwencji mogłoby się okazać, iż myślenie socjologiczne ma największe szanse rozwoju w okolicznościach charakteryzujących się gwałtownymi wstrząsami samoświadomości, zwłaszcza oficjalnej, autorytatywnej i powszechnie przyjętej sarrioświadorności, czyli kultury. jedynie w takich warunkach docieklíwi ludzie zdają się znajdować pobudkę do wykraczania w swym myśleniu poza przeświadczenia owej samoświadomości i, w efekcie, do kwestionowania autorytetów. Albert Salomon dowodzi przekonująco, że pojęcie „społeczeństwo” _ w jego współczesnym socjologicznym sensie- mogło się narodzić dopiero z upadkiem normatywnych struktur chrześcijaństwa i - później ancien régime. Możemy więc teraz wyobrazić sobie „społeczeństwo” jako ukryty szkielet pewnej budowli, której zewnętrzna fasada zasłania ten szkielet przed spojrzeniem ogółu. W chrześcijaństwie średniowiecznym „społeczeństwo” zostało ukryte za fasadą religijnœpolítyczną, tworzącą codzienny świat Europejczyka, Jak wskazał Salomon, po rozbiciu przez reformację jedności chrześcijaństwa tę samąfunkcję pelniła bardziej zsekularyzowana fasada państwa absolutnegoY Dopiero wraz z rozpadem absoiutyzmu ukazał się zrąb „społeczeństwa” - to znaczy świat motywów i sił, które nie mogą być zrozumiane w kategoriach oficjalnych interpretacji rzeczywistości spolecznej'v Perspektywa socjologiczna może być wiec pojmowana w kategoriach takich, jak: „widzenie na wskroś”, „zaglądanie za” prawie w takim sensie, jaki mają one w mowie potocznej: „widzieć czyjąś grę na wskroś”, „zaglądać za kulisy”, słowem: „nie dać się zwieść”.

Nie pomylimy się wiele, jeśli uznamy myślenie socjologiczne za rodzaj tego, co Nietzsche zwał „sztuką niedowierzania”. Otóż byłoby gigantycznym uproszczeniem sądzić, że sztuka ta zrodziła się dopiero w czasach współczesnych. „Widzieć wskroś” rzeczy jest prawdopodobnie dość powszechną funkcją inteligencji nawet w bardzo prymitywnych społeczeństwach. Amerykański antropolog, Paul Radin, dostarczył nam żywego opisu sceptyka jako pewnego typu ludzkiego w kulturze pierwotnej. Mamy także świadectwa pochodzące z cywilizacji innych niż cywilizacja współczesnego Zachodu,

potwierdzające istnienie form świadomości, które mogą być z powodzeniem nazwane protosocjologicznymi. Możemy tu na przykład wskazać na Herodota czy ibn Chalduna. Istnieją nawet teksty pochodzące ze starożytnego Egiptu, wyrażające głębokie rozczarowanie politycznym i społecznym porządkiem, który zyskał sobie reputację jednego z najbardziej spójnych W dziejach ludzkości. Wszakże z początkiem ery nowożytnej na Zachodzie ta forma świadomości pogłębia się, ukierunkowuje i systematyzuje, Określa myśl coraz większej liczby dociekliwych ludzi. Nie jest to miejsce do rozważania w szczegółach prehistorii myśli socjologicznej (bardzo wiele zawdzięczamy tu Saiomonowi). Nie będziemy tu także przedstawiać listy intelektualnych przodków socjologii i ukazywać jej związków z Machiavellim, Erazmem, Baconem, filozofią siedemnastowieczną i osiemnastowiecznymi befies-iettres wszystko to uczynione zostało gdzie indziej i przez innych, bardziej kompetentnych niż autor tych słów. Wystarczy podkreślić raz jeszcze, że z myślą socjologiczną wiąże się wiele wydarzeń intelektualnych, kóre zajmują szczególne miejsce w nowożytne] historii Zachodu.

Wróćmy raczej do stwierdzenia, że perspektywa socjologiczna zakłada proces „patrzenia wskroś” fasad struktur społecznych. Można by spojrzeć na to z perspektywy codziennego doświadczenia ludzi mieszkających W wieikich miastach. Jednym z fascynujących zjawisk wielkiego miasta jest olbrzymia różnorodność działań ludzkich zachodzących za ścianami z pozoru anonimowych i nieskończenie monotonnych szeregów domów. Osoba żyjąca w takim mieście od czasu do czasu doznaje zclumienia czy nawet wstrząsu, gdy odkrywa dziwaczne zajęcia, jakim dyskretnie oddają się niektórzy ludzie w domach, które zzewnątrz wyglądają jak wszystkie inne na jakiejkolwiek Lllicy. Doświadczywszy tego raz czy dwa, osoba ta nieraz przyłapie się na tym, że spacerując ulicą dość późnym wieczorem, zastanawia się, co też może się dziać W jasnych światłach prześwitujących przez szeregi zaciągniętych zaslonA Przeciętna rodzina zajęta miłą rozmową z gośćmi? Scena rozpaczy wśród choroby czy śmierci? Czy scena rozwiązlych rozkoszy? A może dziwny kult lub niebezpieczny spisek? Fasady domów nie mogą nam nic powiedzieć, nie wyrażając nic więcej prócz architektonicz: nego dopasowania do gustów jakiejś grupy czy klasy, która może już nawet na tej ulicy nie mieszkać. Tajemnice społeczne kryją się za fasadami domów. Pragnienie przeniknięcia tych tajemnic jest ścisłym odpowiednikiem ciekawości socjologa. W miastach dotkniętych nagle jakąś klęską pragnienie to może być nieoczekiwanie zaspokojone. Ci, którzy doświadczyli bombar'


dowań w czasie wojny, znają zaskakujące spotkania W schronie domu ze współlokatorami, których istnienia nie podejrzewali (a nawet nie byiiby w stanie sobie wyobrazić). Przypominają być może wstrząsający w świetle poranka widok domu uderzonego nocą przez bombę: równiutko przeciętego na pół, pozbawionego fasady i ukazującego ukryte dotąd wnętrze bezlitośnie obnażone w świetle dnia. Jednakże w większości miast, w których żyje się normalnie, nie można dostać się za fasady bez natarczywego wścibstwa. Podobnie - istnieją sytuacje historyczne, w których fasady społeczeństwa zostają gwałtownie zerwane í wszyscy, prócz najbardziej nieuważnych, zmuszeni są zobaczyć, że za fasadami przez cały czas kryła się pewna rzeczywistość. Dzieje się tak nieczęsto i fasady trwają przed nami na pozór niezmiennie niczym skały. Postrzeganie rzeczywistości ukrytej za fasaclarni wymaga tedy niemałego wysiłku intelektualnego.

Kilka przykładów sposobu, w jaki socjologia „zagląda za” fasady struktur społecznych, pomoże uczynić nasze wywody jaśniejszymi. Przyjrzyjmy się na przykład politycznej organizacji społeczności lokalnej. Jesli ktoś Chce się dowiedzieć, w jaki sposób zarządzane jest współczesne amerykańskie miasto, nic prostszego niż sięgnąć do oficjalnej informacji na ten temat. Miasto będzie miało statut, obowiązujący zgodnie z prawami państwa. Z pewną pomocą osób kompetentnych zainteresowany może przejrzeć rozmaite przepisy określające konstytucję miasta. Dowie się więc na przykład, że ta oto społeczność jest adrninistrowana porzez zarząd miejski, że przynależność partyjna nie jest brana pod uwagę w głosowaniu w wyborach municypalnych lub ze zarząd miasta ma udziały w okręgowych wodociągach, W podobny sposób _ z pewną pomocą gazet - pozna oficjalne problemy polityczne danej społeczności. Może wyczytać, że miasto planuje przyłączenie pewnych terenów podmiejskich bądż że nastąpiła zmiana w rozporządzeníach strefowych, mająca ułatwić rozwój przemysłu W jakimś innym rejonie, czy nawet że jeden z członków rady miejskiej został oskarżony 0 nadużycie stanowiska dla korzyści prywatnej. Wszystko to jednak dzieje się niejako na widzialnym, oficjalnym bądź publicznym, poziomie życia politycznego. Wszakże tylko nadzwyczaj naiwna osoba wierzylaby, że ten rodzaj informacji da jej pełny obraz politycznej rzeczywistości tej społeczności. Socjolog będzie chciał przede wszystkim poznać budowę „nieformalnej struktury władzy” (jak to nazwał Floyd Hunter, amerykański socjoiog badający te zagadnienia), konfigurację ludzi i ich wpływów, której nie sposób odkryć w jakichkolwiek przepisach i o której raczej nie można przeczytać w gazetach. Politolog czy jurysta

może uważać za wielce interesujące porównanie statutu danego miasta Z konstytucjami innych podobnych społeczności. Dla socjologa znacznie bardziej interesujące będzie odkrycie sposobu, w jaki potężne grupy interesu wpływają na poczynania urzędników wybranych zgodnie z owym statutem czy zgoła je kontrolują. Interesy owe nie zostaną wykryte w ratuszu miejskim, lecz najprędzej w gabinetach zarządów korporacji, które mogą nawet nie znajdować się w tym mieście, lub W prywatnych rezydencjach garstki wpływowych ludzi, lub może w biurach niektórych związków zawodowych, lub nawet w pewnych przypadkach w kwaterach głównych organizacji przestępczych. Gdy socjoioga zainteresuje władza, będzie on „zaglądał za” oficjalne mechanizmy, o których mniema się, iż regulują stosunki władzy w mieście. Nie oznacza to od razu, że będzie uważał te oficjalne mechanizmy za całkowicie nieefektywne bądź ich określenie prawne za całkowicie iiuzoryczne. Natomiast będzie co najmniej trwał przy tym, że W danym systemie władzy istnieje jeszcze inny poziom rzeczywistości, który wymaga badania. W niektórych wypadkach może dojść do wniosku, że doszukiwanie się realnej władzy w miejscach oficjalnych jest całkowitą iluzją.

Weźmy inny przykład, Wyznania protestanckie w tym kraju różnią się między sobą znacznie swym „ustrojem”, to znaczy formalnie określonym sposobem kierowania danym wyznaniern. Można więc mówić o „ustroju” episkopalnym, prezbiteriańskim czy kongregacyjnym (rozumiejąc przez to nie wyznania określane tymi mianami, lecz formę zarządzania kościelnego wspólną tym różnym wyznaniom, na przykład formę episkopainą podzieIaną przez Kościół episkopalny i metodystów, kongregacyjną -- przez kongregacjonistów i baptystów). W prawie wszystkich przypadkach „ustrój” wyznania jest wynikiem długiego procesu historycznego i wspiera się na racjach teoiogicznych, co do których uczeni w doktrynie nie przestają się spierać. Jednakże socjolog badający zarządzanie amerykańskimi wyznaniami uc-zyni słusznie, jeśli nie zatrzyma się zbyt długo przy tych oficjalnych określeniach. Odkryje bowiem szybko, że rzeczywiste kwestie wladzy i organizacji mają niewiele wspólnego z „ustrojem” w teoiogicznym sensie. Stwierdzi też rychło, że podstawowa forma organizacji we wszystkich wyznaniach bez względu na ich liczebność ma charakter biurokratyczny Logikę zachowań administracyjnych określają procedury biurokratyczne, Bardzo rzadko ma na nią wplyw jakiś episkopalny czy kongregacyjny punkt widzenia. Badacz-socjolog szybko więc „przejrzy na wylot” masy mylących nomenklatur wyznaczających urzędników kościelnej biurokracji i bezblęd'


nie wskaże tych, którzy sprawują faktyczną władzę, wszystko jedno, czy będą oni zwaní „biskupami”, czy „syndykami”, czy „przewodniczącymi synodu”. Ujmując organizację Wyznaniową jako należącą do znacznie szerszego gatunku biurokracji, socjolog będzie mógł uchwycić procesy zachodzące w tej organizacji, zobaczyć wewnętrzne naciski, wywierane na tych, którzy teoretycznie sprawują władzę. Innymi slowy, poza fasadą „ustroju kościelnego” socjolog dostrzeże funkcjonowanie aparatu biurokratycznego, który nie różni się zbytnio w Kościeie Metodystycznym, w agencji rządu federalnego, w General Motors czy w Związku Zawodowym Pracowników Przemysłu Samochodowego.

Albo też weźmy przykład z życia gospodarczego. Szefowi personal` nemu każdego zakładu przemysłowego sprawia radość sporządzanie bardzo kolorowych plansz, przedstawiających wykresy systemu organizacji, który ma rządzić procesem produkcji. Każdy czlowiek ma swoje miejsce, każda osoba wie, od kogo otrzymuje polecenia i komu musi je przekazywać, każdy zespół pracowniczy ma wyznaczoną rolę w wielkim dramacie produkcji. W rzeczywistości sprawy rzadko mają się w ten sposób -i każdy dobry szef personalny wie o tym. Na oficjalny schemat organizacji nakłada się o wiele bardziej misterna, o wiele mniej widoczna siatka grup ludzkich, z ich lojalnościami, uprzedzeniami, antypatiami i (co najważniejsze) kodami zachowania. Socjologia przemysłu pełna jest danych o działaniu tej nieformalnej sieci, która zawsze w różnym stopniu adaptuje się do systemu oficjalnego lub pozostaje z nim w konflikcie. Prawie taka sama forma wspólistnienia organizacji formalnej i nieformalnej będzie wykrywana wszędzie tam, gdzie wielkie grupy ludzi pracują lub żyją razem w pewnym systemie dyscypliny - w jednostkach wojskowych, więzieniach, szpitalach oraz szkołach, jeśli przypomnimy sobie owe tajemne sprzymierzenia, które dzieci zawiązują między sobą i o których rodzice rzadko się dowiadują. Także tu socjolog będzie się starał przeniknąc' zasłonę dymną oficjalnych wersji rzeczywistości (wersji oficera, brygadzisty, nauczyciela) i będzie próbował uchwycić sygnały nadchodzące z „podziemia” (pochodzące od robotnika, żołnierza, ucznia).

Weźmy jeszcze jeden przykład. W krajach zachodnich, a zwłaszcza w Ameryce, wierzy się, że mężczyzna i kobieta pobierają się, ponieważ się kochają. Istnieje rozbudowana ludowa mitologia milości jako potężnego, nieodpartego uczucia, które uderza jak piorun, gdzie zechce, jako misterium, które jest ostatecznym celem większości młodych i często nie tak już młodych ludzi. Gdy tylko jednak zaczniemy badać, jacy to ludzie pobierają

się między sobą, Ukazuje się, że strzała Kupida zdaje się mierzyć dość bezbłędnie w obrębie bardzo określonych torów klas, dochodów, wykształcenia, rasy i religii. Jeśli teraz zbadamy nieco głębiej zachowaniej które poprzedza ślub, określane raczej mylącym i eufemicznym mianem „zaloty”, odkryjemy kanały interakcji często wytyczone sztywno aż do granic rytuału. Badaczowi zaczyna wówczas podejrzenie, ze najczęściej to nie uczucie miłości wytwarza pewien rodzaj stosunku, lecz że to dokladnie z góry określone i często zaplanowane stosunki wytwarzają upragnione uczucie. lnnymi słowy, ktoś pozwala sobie „zakochać się”, gdy spełnione lub stworzone są już określone warunki. Socjolog badający nasze wzorce „zalotów” i małżeństwa szybko odkryje skomplikowaną sieć motywów powiązaną na wiele sposobów z całą strukturą instytucjonalną, w której ramach jednostka spędza swoje życie: klasa, kariera, aspiracje ekonomiczne, aspiracje związane z władzą i prestiżem. Cud miłości zaczyna teraz ujawniać swą sztuczność. I znowu, nie musi to w żadnym razie oznaczać, że socjoiog oglosi interpretację romantyczną za iluzję. Jednakże raz jeszcze zajrzy on poza bezpośrednio podsuwane i powszechnie przyjmowane interpretacje. Kontemplując parę, która oddaje się kontemplacji księżyca, socjolog nie musi się czuć zmuszony do negowania emocjonalnych efektów sceny tak Oświetlonej. Natomiast będzie on dokonywał spostrzeżeń na temat czynników, które występują w nielunatycznych aspektach konstrukcji tej sceny _ odnotuje więc standard samochodu, w którym zachodzi kontemp‹ Iacja, kanony smaku i względy taktyczne, określające strój kontempIujących, cechy wysławiania się i zachowania sytuujące ich w hierarchii społecznej, a zatem określi spoleczne umiejscowienie i celowość całego przedsięwzięcia.

Być może stało się w tym miejscu jasne, że problemy interesujące socjologa nie są koniecznie tym, co inni iudzie nazywają „problemamřå Sposób, w jaki urzędnicy państwowi i prasa la niestety także poniektóre podręczniki socjologii) mówią o „problemach społecznych”, sprzyja zaciemnieniu tego faktu. Ludzie mówią zwykle o „problemach społecznych”, gdy coś w społeczeństwie nie działa tak, jak to się zakłada stosownie do oficjalnych interpretacji. Oczekują tedy od socjologa zbadania „problemu” w postaci przez nich samych zdefiniowane] i być może nawet dostarczenia „rozwiązania”, które załatwi sprawę ku ich własnemu zadowoieniu. Trzeba jednak zrozumieć, że -- wbrew tego rodzaju oczekiwaniom - problem socjoiogiczny jest czymś całkiem różnym od „problemu społecznego” w tym sensie. Na przykład prostodusznością


jest badanie przestępstwa jako „problemu”, ponieważ instytucje czuwające nad przestrzeganiem prawa tak je określíły, bądź rozwodu, ponieważ stanowi On „problem” dla moraiistów małżeństwa. Mówiąc jeszcze wyraźniej, „problem” brygadzisty, co zrobić, żeby jego ludzie pracowali wydajniej, bądź problem oficera lžniowego, co zrobić, żeby jego wojsko atakowalo wroga z większą pasją, W ogóle nie musi być problernatyczny dla socjologa (pozostawiamy chwilowo na uboczu możliwą sytuację, gdy socjolog poproszony o zbadanie takich „problemów” zatrudníany jest przez daną korporacje czy przez armię). Problem socjologiczny polega zawsze na zrozumieniu, co tu się właściwie dzieje w kategoriach interakcji Społecznej. Dlatego też problemem socjologicznym jest nie tyle kwestia, dlaczego pewne rzeczy „idą źle” z punktu widzenia władz i zarządzania sceną społeczną, ile przede wszystkim, jak działa cały system, a następnie jakie są jego założenia i jakimi środkami jest utrzymywany w kupic. Zasadniczym problemem socjoiogicznym nie jest przestępstwo, lecz prawo, nie rozwód, lecz małżeństwo, nie dyskryminacja rasowa, lecz rasowo określona stratyfikacja, nie rewolucja, lecz rząd.

Bardziej jeszcze pomoże to przybliżyć inny przykład. Weźmy placówkę opieki społecznej działającą w dzielnicy slumsów zamieszkane] przez klasę niższą. Placówka ta stara się odciągnąć nastolatki od ganionego społecznie uczestnictwa w młodzieżowy/m gangu. Układ odniesienia, w którego ramach opiekunowie społeczni i funkcjonariusze policji definiują,,prob|emy” związane z tą sytuacją, stanowi świat szacownych, aprobowanych społecznie wartości klasy średniej. jest „problemem”, gdy nastolatki rozjeżdżają się skradziony/mi samochodami i jest „rozwiązaniem”, gdy zamiast tego będą poświęcać czas grom zespolowym w placówce opieki, Jeśli natomiast zmienimy układ odniesienia i spojrzymy na sytuację z punktu widzenia przywódców gangu młodzieżowego, „problemy” układają się w odwrotnym porządku. Jest „problemem” dla solidarności gangu, gdy jego członkowie są odciągani od działań, które przynoszą gangowi prestiż w jego własnym społecznym świecie, a „rozwiązaniem” byłoby, gdyby ludzie placówki opiekuńczej wynieśli się do diabła z powrotem do dzieínicy willowej, skąd przybyli. To, co jest „problemem” dla jednego systemu społecznego, stanowi normalny porządek rzeczy innego, i vice versa. Lojalność i zdrada, solidarność i wyłamanie się definiowane są przez przedstawicieli obu systemów w sprzeczny sposób. Otóż socjolog może, zgodnie z wlasnym systemem wartości, uważać konwencjonalny świat klasy średniej za bardziej pożądany i dlatego może chcieć dopomóc placówce opieki, która jest dlań misjonar

Ską forpocztą in partibus infideƒium? To jednak nie usprawiedliwia utożSamiania bólów głowy dyrektora tej placówki Z „problemami” w sensie Sgcjologicznym. „Problemy”, które socjolog będzie rozstrzygać, wiążą się Z poznaniem społecznej sytuacji, wartości i trybów działania w obu ;ystemach oraz sposobu, w jaki te dwa systemy wspólistnieją w czasie i przestrzeni. W istocie ta właśnie zdoiność patrzenia na sytuację z punktów widzenia konkurencyjnych systemów interpretacji stanowi, jak to dokładniej pokażemy później, jedno Z głównych znamion świadomości socjoiogicznej.

Twierdzimy tedy, że świadomość socjologiczna kryje w sobie motyw demaskatorski. Socjoiog będzie zmuszany raz po raz, przez samą logikę uprawianej dyscypliny, do demaskowania systemu społecznego, który bada` Ta tendencja demaskatorska niekoniecznie musi być związana z temperarnentem bądź inklinacjami socjologa. W istocie może się zdarzyć, że socjolog, który jako jednostka mo¿e mieć usposobieníe pojednawcze i nie jest wcale skłonny do burzenia owych wygodnych mniemań, na których wspiera swą własną egzystencję społeczną, zostaje mimo to zmuszony przez to, co robi, do zaprzeczenia temu, co wszyscy wokół niego uważają za oczywiste. Innymi słowy, utrzymujemy, że demaskatorstwo to ma charakter metodyczny, nie zaś psychologiczny. Socjołogiczny układ odniesienia, z wbudowaną weń formułą poszukiwania poziomów rzeczywistości innych niż te, które podsuwają oficjalne interpretacje społeczeństwa, pociąga za sobą logiczny imperatyw demaskowania uroszczeń i propagandy, za pomocą których ludzie osłan-iają swe wzajemne działanie. Ów imperatyw demaskacjí jest jedną z cech socjoiogii, szczególnie na czasie w atmosferze współczesnej epoki.

Skłonności demaskacyjne myślenia socjologicznego ilustruje wiele reprezentatywnych osiągnięć W tej dziedzinie. Na przykład jednym z głównych wątków w socjologii Weberowskiej jest kwestia nie zamierzonych, nie przewidzianych konsekwencji działań ludzkich w społeczeństwie. Najsłynniejsze dzieło Webera Etyka prosteslancka a duch kapitalizmu, W którym dowodzi on związków między pewnymi implikacjami wartości protestantyzmu i rozwojem etosu kapitalistycznego, było częstokroć przez krytyków fałszywie rozumiane właśnie z powodu niedostrzeżenia tego wątku. Krytycy ci wykazywali, że nigdy nie było intencją myślicieli protestanckich wymienianych przez Webera wywolywanie za pomocą swych nauk okreśionych

1 In parlibus infidelium (Iacj: w prowíncjach zamieszkanych przez niewiernych - tytul nadawany biskupom, których prowincje były w rękach niewiernych.


skutków gospodarczych. W szczególności Weber dowodził, że kalwińska doktryna predestynacji skłaniała ludzi do zachowań według zasad, które nazywał „ascezą wewnątrzświatową”, to znaczy do zachowań zaprząt- Š niętych usilnie, systematycznie i z samowyrzeczeniem sprawami tego świata, o

zwłaszcza gospodarczymi. Krytycy Webera wskazywali więc, że nie było nic bardziej obcego myśli Kalwina i innych przywódców reformacji kalwińskiej. Jednakże Weber nigdy nie utrzymywał, że myśl kalwińska świadomie tworzyła te wzorce działania gospodarczego. Przeciwnie, wiedział on dobrze, iż jej intencje były zupelnie inne. Konsekwencje wystąpiły niezależnie od intencji Innymi słowy, dzieło Webera (nie tylko jego znany, właśnie wspomniany fragment) daje nam żywy obraz ironii działań ludzkich. Weberowski projekt socjologii dostarcza nam tedy radykalnej antytezy wszelkich poglądów, zgodnie z którymi historia jest urzeczywistnieniem idei bądź plonem świadomych wysiłków jednostek lub zbiorowości. Nie oznacza to wcale, że idee nie są ważne. Oznacza to tylko tyle, że rezultat tych idei zazwyczaj bardzo się różni od zasadniczych planów i nadziei ich posiadaczy. Tego rodzaju świadomość ironicznego aspektu historii stanowi otrzeżwiające, silne antidotum na rewolucyjny utopizm różnych maści.

Demaskatorskie skłonności socjologii można wykryć we wszystkich teoriach socjologicznych, które kladą nacisk na autonomiczny charakter procesów społecznych. Na przykład Êmile Durkheim, twórca najważniejszej szkoły socjologii francuskiej, pod kreśiał, że społeczeństwo jest rzeczywistością sui generis, to znaczy rzeczywistością, której nie można redukować do czynników psychologicznych czy innych czynników z odmiennych poziomów analizy. Skutkiem takiego postawienia sprawy bylo w Durkheimowskich studiach rozmaitych zjawisk całkowite lekceważenie świadomych indywidualnych motywów i zamierzeń. Najwyraźniej chyba ujawniło się to w jego znanym studium samobójstwa, w pracy pod tym samym tytułem, gdzie osobiste motywy osób, które popełniają bądź próbują popełnić samobójstwo, zostały zupełnie w analizach pominięte na rzecz danych statystycznych odnoszących się do rozmaitych cech społecznych tych jednostek. W perspektywie durkheimowskiej żyć w społeczeństwie oznacza pozostawać we władzy logiki społecznej. Bardzo często ludzie działają mocą tej logiki, nie zdając sobie z tego sprawy. Dlatego też, aby odkryć wewnętrzną dynamikę społeczeństwa, socjolog musi częstokroć nie zważać na odpowiedzi, których udzieliłiby na jego pytania sami uczestnicy zdarzeń społecznych, i poszukiwać wyjaśnień skrytych przed ich własną świadomością. To charakterystyczne durkheimowskie podejście zostało przejęte przez

formację teoretyczną zwaną Obecnie funkcjonalizmem. W anaiizëe funkcjgnalnej społeczeństwo badane jest pod kątem jego wlasnych wytworów jaką) pewien system; wytworów, które są często niezrozumiałe i nieprzejrzysœ dla ludzi dzialających w ramach tego systemu. Podejście to dobrze wyrażają wprowadzone przez współczesnego amerykańskiego socjologa, Roberta Mertona, pojęcia funkcji „jawnych” i Te pierwsze _ to świadome í zamierzone funkcje procesów społecznych, te drugie _ nieświadome i niezamierzone. I tak „jawną” funkcją ustawy antyhazardowej może być ziikwidowanie hazardu, jej funkcją „ukrytą” zaś będzie stworzenie nielegalnego imperium przestępczych syndykatów gier hazardciwych. Czy też -- chrześcijańskie misje w rozmaitych częściach Afryki „jawniffstarają się nawracac' Afrykanów na chrześcijaństwo, w sposób „ukryty” zaś przyczyniają się do niszczenia tubylczych kultur szczepowych, dając tym şamym poważny impuls ku gwałtownym przemianom społecznym. A także nadzór partii komunistycznej nad wszystkimi dziedzinami życia społecznego w Rosji „jawnie” miał gwarantować nieprzerwane panowanie etosu rewolucyjnego, „skrycie” zaś wytworzył nową klasę wygodnych biurokratów, dziwnie burżuazyjnych w swych aspiracjach i coraz mniej skłonnych do samowyrzeczeń i bolszewickiego poświęcenia. Wreszcie _ „jawną” funkcją wieiu dobrowolnych stowarzyszeń w Ameryce jest zacieśnianie więzów towarzyskich i działalność społeczna, funkcją „ukrytą” jest zaś przypisanie pewnego statusu osobom clopuszczonym do takich stowarzyszeń.

jako kolejna ilustracja omawianej skłonności clemaskatorskiej może posłużyć pojęcie „ideologielC Socjolog mówi o ideologii”, gdy rozważa poglądy, które służą racjonalizacji żywotnych interesów jakiejś grupy. Niezwykle często poglądy takie uparcie znieksztaicają rzeczywistość społeczną, W bardzo podobny sposób, jak to bywa z człowiekiem neurotycznie odrzucającym, deformującym lub reinterpretującym te aspekty swego życia, które są diań niewygodne W doniosiej koncepcji włoskiego soCjologa, Viifreda Pareta, perspektywa ta zajmuje centralne miejsce Pojęcie „ideoiogia” jest także _ jak to zobaczymy później zasadnicze dla podejścia zwanego „socjologia wiedzy”. W badaniach tego rodzaju idee, za pomocą których ludzie objaśniają swe działania, są demaskowane jako sarnooszustwo, reklamiarstwo, rodzaj „szczerości”, który David Riesman trafnie opisał jako stan umyslu człowieka wierzącego naiogowo we własną propagandę. Tak więc możemy mówić o „ideologii”, gdy rozważamy przeświadczenie wielu amerykańskich lekarzy, że wraz ze zniesieniem opłat za usługi lekarskie obniżyiby się poziom zdrowia, bądż przekonanie wielu przedsiębiorców


pogrzebowych, że tani pogrzeb dowodzi braku uczucia dla nieboszczyka, 5

bądż określanie przez prezenterów quizów telewizyjnych swej działalności jako Obraz własny agenta ubezpieczeniowego jako ojcowskiego doradcy młodych rodzin, striptizerki nocnego klubu jako artystki, propagandzšsty jako eksperta-kornentatora, kata jako urzędnika państwowego _wszystkie te wyobrażenia są nie tylko indywidualnymi formami uśmierzenia poczucia winy lub niepewności co do własnej pozycgi społecznej, lecz konstytuują także oficjalną samoświadomość całych grup społecznych, obowiązującą ich członków pod groźbą wykłęcia, Odsłaniając społeczną funkcjonalność uroszczeń ideologicznych, socjolog będzie baczył, aby nie upodobniać się do owych historyków, o których Marks rzekł, iż byle sklepikarz góruje nad nimi wiedzą o różnicy między tym, czym człowiek jest, a tym, za kogo się uważa. Demaskatorski motyw socjologii wyraża się tu w owym przenikaniu werbalnych zasłon dymnych wokół zatajanych i często wielce niesympatycznych sprężyn działania.

Został powyżej wyrażony pogląd, że można oczekiwać narodzin świadomości socjologicznej wowczas, gdy powszechnie akceptowane lub autorytatywnie głoszone interpretacje społeczeństwa stają się niepewne. Jak już powiedzieliśmy, są podstawy do ujmowania żroclel socjologii we Francji (ojczyzny tej dyscypliny naukowej) jako wyniku wysiłków intelektualnego uporania się z konsekwencjami rewolucji francuskiej, i to rozumianej nie tylko jako jednorazowy wielki kataklizm T789 roku, lecz także jako to, co Tocqueville nazwał nieustającą rewolucją dziewiętnastego wieku. W przypadku Francji nietrudno jest ujrzeć socjoiogię na tle gwałtownych przeobrażeń nowoczesnego społeczeństwa, upadku fasad, załamania się dawnej wiary i narastania na scenie społecznej nowych groźnych sił. W Niemczech, drugim kraju europejskim, w którym narodził się w dziewiętnastym wieku doníosły ruch socjologiczny, sprawy porzedstawiały się nieco inaczej. Jeśli można zacytować Marksa raz jeszcze, to Niemcy mieli inklinację do kontynuowania w profesorskich rozprawach rewolucji, których Francuzi dokonywali na barykaclach` Przynajmniej jednej z owych akademickich odrośli rewolucji, prawdopodobnie najważniejszej, można upatrywać W szeroko ugruntowanym ruchu intelektualnym, który zyskał miano „hist0ryzm”. Nie jest to miejsce na wyczerpujące zagłębianie się w genezę tego ruchu. Dość rzec, że stanowi on próbę filozoficznego uporania się z przytłaczającym poczuciem względności wszelkich wartości w historii. Ta świadomość względności byla poniekąd nieuniknionym wynikiem ogromnego spiętrzenia niemieckiej erudycji historycznej na każdym możliwym polu. Myśl socjologiczna

przynajmniej po części zrodziła się Z potrzeby uporządkowania i rozjaśnienia owego wrażenia chaosu, jakie ten jarmark wiedzy historycznej czynił na niektórych obserwatorach Zbyteczne jest wszakże podkreślanie, że czeństwo niemieckiego socjologa zmieniařo się wszędzie wokół niego, podobnie jak społeczeństwo jego francuskiego kolegi, jako że w drugiej połowie dziewiętnastego wieku Niemcy wchodziły na drogę gwałtownego rozwoju potęgi przemysłowej i zjednoczenia narodowego, Nie pójdziemy jednak tropem tych kwestii. Jeśli zwrócimy się ku Ameryce, krajowi, w którym socjologia zdobyła sobie najszerszą akceptację, znajdziemy znowu odmienny zespół warunków, choć także występują one na tle szybkich i głębokich przemian społecznych. Spoglądając na ten amerykański fenomenj możemy dostrzec kolejny motyw socjologii, ściśle związany z motywem demaskatorskim, lecz nie identyczny z nim _ urzeczenie ciemną stroną społeczeństwa.

W każdym Zachodnim społeczeństwie można wyróżnić sfery otoczone szacunkiem i sfery pozbawione go. Amerykańskie społeczeństwo niejest pod tym względem wyjątkiem_ Jednakże amerykańska szacowność ma W sobie coś szczególnie narzucającego się. Można to zapewne po części przypisać przewiekłym następstwom purytańskiego wzoru życia. A najprawdopodobniej ma to coś wspólnego z dominującą rolą burżuazji w kształtowaniu kultury amerykańskiej. Niezaieżnie od tego, jak się sprawy miały w kategoriach przyczynowości historycznej, nie jest trudno, gdy patrzy się na zjawiska społeczne w Ameryce, w lotumieszczać je W jednej Eub drugiej z owych sfer. Potrafimy więc dostrzec oficjalną, szacowną Amerykę reprezentowaną symbolicznie przez Izbę Handlu, kościoły, szkoły i inne ośrodki rytuału Obywatelskiego. jednakże oko w oko z tym światem SZaCOWnOŚCÍ Stoi „inna Ameryka”, obecna W każdym mieście bez względu na jego wielkość, Ameryka, która ma inne symbole i mówi innym językiem. Ten język jest prawdopodobnie jej najpewniejszym znakiem rozpoznawczym. jest to język sali bilardowej i stolika pokerowego, barów, domów publicznych i koszar. Jest to także język, którego z ulgą użyją dwaj kupcy rozmawiający przy drinku w salonce pociągu mknącego w niedzielny poranek przez czyste miasteczka środkowego Zachodu, z ich skromnymi, schludnymi mieszczanami gromadnie wkraczającymi do bíelonych wapnem świątyń. Jest to język tłumiony w towarzystwie dam i dLlChownych, zawdzięCZająCy swoje życie głównie ustnemu pfzekazowi z jednej generacji Huckleberry Finnów do następnej (chociaż W ostatnich latach język ten znalazl swe literackie świadectwo w pewnych książkach mających dostarczać podniet rzeczonym damom


i duchownym). Ową „inną Amerykę”, która mówi tym językiem, można napotkać wszędzie, gdzie ludzie są wykluczani (lub sami się wykluczają l ze świata akuratności klasy średniej. Taką Amerykę odnajdujemy w tych odłamach klasy robotniczej, które nie postąpiły jeszcze zbyt daleko na drodze embourgeoisemenfl, w slumsach, na ubogich przedmieściach i W tych dzielnicach miast, które socjologowie Społeczności miejskich nazywali „strefami przejściowymi". Bardzo silnie wyraża ją świat Murzynów amerykańskich. Napotykamy ją także w półświatkach tych, którzy z takich czy innych powodów usunęli się dobrowolnie z Main Street i Madison Avenue - w świecie hipstersów, homoseksualistów, włóczęgów i innych „ludzi marginesu”, w tych światach, które są starannie usunięte z pola widzenia na ulicach, gdzie mieszkają, pracują i bawią się en famíile* porządni ludzie (jakkolwiek owe światy mogą faktycznie w pewnych okolicznościach bardziej odpowiadać osobnikowi męskiemu z gatunku „porządnych ludzi” _ a dokładniej, W okolicznościach, w których znajduje się on szczęśliwie sans familleř.

Amerykańska socjologia, szybko zaakceptowana zarówno przez kola akademickie, jak i przez tych tych, którzy zajmują się działalnością społecznąJ była od początku związana z „Ameryka oficjalną”, ze światem polityki lokalnej i narodowej. Socjologia dzisiejsza podtrzymuje tę szacowną więź z Uniwersytetem, biznesem i rządem. Słowo „socjologia” rzadko wywołuje uniesienie brwi, wyjąwszy brwi tych rasistów Z Południa, którzy są wystarczająco piśmienni, żeby przeczytać komentarze do ustawy o desegregacji z 1954 roku. Jednakże gotowi jesteśmy twierdzić, że istnieje ważny podskórny nurt amerykańskiej socjologii, związany z ową „inną Ameryką” plugawego języka i trzeźwych postaw, z owym stanem ducha, który nie chce się poddać oficjalnym ideoiogiom, wzruszyć się innymi czy pozwolić się im oszołomić.

To bezceremoniaine spojrzenie na amerykańską scenę najwyraźniej można dostrzec u Thorsteina Veblena, jednego z wcześniejszych wybitnych Socjologów amerykańskich. Jego biografia sama stanowi przykład marginesowości: trudny charakter mizantropa; urodzony na farmie norweskiego osadnika na pograniczu stanu Wisconsin; uczący się angielskiego jako obcego języka; wplątany całe życie W związki z moralnie i politycznie

48

podejrzanymi indywiduami; akademicki tuiacz; niepoprawny -uwodziciel Cudzych kobiet. Perspektywa Ameryki uzyskana pod tym kątem widzenia Obecna jest w otwartej satyrze, przewijającej się niczym czerwona nic' przez pface Vebiena (osobliwie przez jego Teoríę klasy próżniaczej), które stanowią jwarde spojrzenie z dołu na uroszczenia amerykańskiej haute bourgeoisiefi. veblenowskă pogląd na społeczeństwo najłatwiej można zrozumieć, gdy traktujemy go jako zbiór przenikliwych spostrzeżeń negujących szablony klubów rotariańskichf. Zestawmy tu więc jego pojęcie „konsumpcja na pokaz” _ Z entuzjazmem klasy średniej dla „iepszych rzeczy”; jego analizy procesów ekonomicznych w kategoriach manipulacji i marnotrawstwa _z amerykańskim etosem wydajności; jego rozpoznanie matactw speku|a~ cji nieruchomościami -- z amerykańską ideołogią społeczności lokalnej; wreszcie, najbardziej cierpki, jego opis życia akademickiego (w The Higher Learning in America) w kategoriach szalbierstwa pychy - z amerykańskim kultem wykształcenia. Nie przyłączamy się tutaj do swoistego neoveblenizmu, który stał się modny wśród niektórych młodszych amerykańskich socjologów, ani też nie twierdzimy, że Veblen był jakimś tytanem na polu socjologii. Wskazujemy jedynie na jego bezceremonialną ciekawość i bystrøść jako na rysy perspektywy otwierającej się z tych miejsc w kulturze, gdzie w niedziele wstaje się z łóżka i zaczyna się goiić dopiero koło południa. Nie twierdzimy też, że bystrość jest powszechnym znamieniem braku respektu, Głupota i indołencja myślowa prawdopodobnie rozdzielone są dość sprawiedliwie na całym spektrum pozycji społecznych. Jednakże tam, gdzie jest inteligencja, która potraíii uwolnić się od końskich okularów szacowności, możemy spodziewać się dokładniejszego obrazu społeczeństwa niż tam, gdzie figury retoryczne brane są za rzeczywistość.

W empirycznych badaniach socjologii amerykańskiej znajdujemy wiele dowodów tej samej fascynacji bezceremoniainym spojrzeniem na społeczeństwo. Przykladowo, gdy spoglądamy wstecz na gwałtowny rozwój badań nad miastami podejmowanych na uniwersytecie w Chicago W latach dwudziestych, uderza nas, że uwagę tamtych badaczy wyraźnie przyciągają nieodparcie ciemniejsze strony życia miejskiego. Rady Roberta Parka, najważniejszej postaci tego nurtu, udzielane studentom sprowadzały się do

f' Haule bourgeoisíe (fr): wielka burżuazja.

7 Kluby rotariańskie (Rotary Club) _ międzynarodowa organizacja założona w Chicago w 1905 r.. które] jednym Z celów deklarowanych była służba społecznościom iokalnym i dzialanie na rzecz pokoju na świecie. Zrzeszača w praktyce ludzi o wyższym prestiżu społecznym _ biznesmenów, ludzi nauki, notabli lokalnych.

4 - Zaproszenie do socjologii 49


tego, że powinni oni nierzadko „brudzić sobie ręce” przy badaniach Zalecały

więc dosłownie skupienie zainteresowań na sprawach, które mieszkańcy północnego wybrzeża nazwaiiby „brudnymVC W wieiu z tych studiów czujemy podniecenie spowodowane odkryciem awanturniczych dołów metropolii _ a studia te dotyczą życia slumsów, przygnębiającego świata pokojów do wynajęcia, Row”, świata zbrodni i prostytucji. Jednym z odgałęzień tej tak zwanej szkoły chicagowskiej był nurt badań socjologicznych nad zawodami, zapoczątkowany W znacznej mierze przez pionierską pracę Everetta Hughesa i jego studentów Odnajdujemy tu znowu fascynaCię wielością możliwych światów, w których żyją i zarabiają na życie istoty ludzkie; nie tylko światem szanowanych zawodów, lecz także światem zawodów takich, jak: fordanserka, dozorca, bokser zawodowy czy muzyk jazżowy. Tę samą tendencję można wykryć w nurcie amerykańskich studiów społeczności lokalnych nawiązujących do słynnych badań Middletown prowadzonych przez Roberta i Helen Lyndów. Badania te nieuchronnie musiały wykroczyc' poza oficjalne wersje życia społeczności lokalnych, aby spojrzeć na społeczną rzeczywistość wspólnoty iokalnej nie tylko z perspektywy ratusza miejskíego, lecz także Z perspektywy miejskiego więzienia. Ten typ postępowania socjoiogicznego jest facto negacją szacownego założenia, że tylko pewne sposoby widzenia świata należy brać serio.

Nie chcielibyśmy tu wyolbrzymiać wpływu tego rodzaju badań na świadomość socjologów. Zdajemy sobie dobrze sprawę Z tego, iż nie są one pozbawione elementów sensacji i romantyzmu. Wiemy także, że wielu socjologów wyznaje szacowny Weftanschauung co najmniej W tym samym stopniu jak inni członkowie Związku Rodziców i Nauczycielig z ich bloku. Niemniej twierdzimy, że świadomość socjologiczna pozwala na uprzytomnienie sobie istnienia światów innych niż szacowny świat klasy średniej, co już samo przez się niesie zarodki bezcerernonialności intelektualnej. W drugim studium Mldclletown Lyndowíe dokonali klasycznej analizy umyslowości Ameryki klasy średniej, wyrażającej się w typowych dla niej seriach komunikatów typu „oczywiście” _ to znaczy stwíerdzeń wyrażających jednomyśiność tak silną, że odpowiedź na jakiekoiwíek dotyczące tej klasy pytanie odruchowo poprzedzona będzie słowem: „oczywiścieT „Czy mamy gospodarkę wolnej inicjatywy? -,,Oczywiściei”. „Czy wszystkie nasze ważne

5 Skid Row - dzielnica tanich barów, domów noclegowych, agencji pośrednictwa pracy, uczęszczana przez napiywowych robotników, włóczęgów, pijaików`

'i PTA _ Parent Teachefs Association.

50

decyzje są podejmowane W demokratyczny „OcZyWiŚCieYĹ „Czy monogamia jest naturalną formą małżeństwa? _ „Oczywiścieffi Socjolog, bez względu na to, jak konserwatywny i koníormistyczny byłby w życiu prywatnym, wie, że z każdym z tych „stwierdzeń mczywistoścbř' związane są poważne kwestie. Już ta wiedza przywodzi go na próg braku respektu.

Ten właściwy świadomości socjoiogicznej brak respektu nie musi koniecznie irnplikować postawy rewoiucyjnej. Gotowi jesteśmy nawet pójść dalej i wyrazić Opinię, że poznanie socjologiczne nie sprzyja ideologiom rewolucyjnym, nie dlatego żeby miało jakieś inklinacje konserwatywne, lecz dlatego żejest bardziej przenikliwe niż zarówno iluzje dotyczące istniejącego status quo, jak i iluzoryczne nadzieje na możliwą przyszłość, stanowiące zwykłą duchową karmę rewolucjonisty. Właśnie tę nierewolucyjną i moderującą trzeźwość socjologii cenimy nader wysoko. Bardziej przykry - z punktu widzenia pewnego systemu wartości -- jest fakt, że poznanie socjoiogíczne samo przez się nie prowadzi koniecznie do większej tolerancji dla słabostek rodu ludzkiego. Można spoglądać na rzeczywistość społeczną ze wspólczuciem lub z cynizmem, przy czym obie te postawy są do pogodzenia z przenildiwością intelektualną, Czy jednak socjolog potrafi wzbudzić w sobie czysto Iudzką sympatię dla zjawisk, które bada, czy też nie, musi on być do pewnego stopnia niezaieżny od przyjętych za oczywiste postaw swego społeczeństwa. Brak respektu, bez względu na jego zakorzenienia w uczuciach i woli, musi być stałą clyspozycją umysłu socjologa. Może on być oddzielony od reszty jego życia, przesionięty rutynowymi stanami umysłu związanymi z życiem codziennym, a nawet negowany w Sposób ideologiczny. Jednakże nadmiar respektu w myśleniu niezmiennie oznacza śmierć socjologii. jest to jedna z przyczynj z powodu których w państwach totalitarnych prawdziwa socjologia szybko znika ze sceny, jak to dobrze ilustruje' przykład Niemiec nazistowskich. Odpowiednio też, poznanie socjologiczne jest zawsze potencjalnie niebezpieczne dla urnysłowości policjantów i innych stróżów porządku publicznego, jako że zmierza ono zawsze do relatywizacji roszczenia do słuszności absolutnej, na którym takie umysły lubią się wspierać.

Zanim zamkniemy ten rozdział, musimy raz jeszcze rzucić okiem na ów fenomen relatywizacji, z którym stykaliśrny się już kilka razy. Powiedzmy teraz wyraźnie, że socjologia dlatego właśnie tak dobrze harmünizuje z duchem współczesne] epoki, że reprezentuje świadomość świata, w którym Wartości zostały radykalnie zrelatywízowane. Relatywizacja ta stała Się tak dalece częścią naszej codziennej wyobraźni, że jest nam trudno w pełni

Współpraca

Wczytywanie...